facebook
 

Co gdzie kiedy

Nasze wspólne treningi

środa, g. 19.30-20.30 - Szkoła Podstawowa, ul. 3 Maja 23, Niepołomice, zajęcia ogólnorozwojowe na sali gimnastycznej. POTRZEBNA WŁASNA MATA!


piątek, g. 18.30-19.30 - Arena Lekkoatletyczna w Kłajutrening na bieżni, grupa początkująca i zaawansowana.

 

sobota, g. 8.00-10.00 - NLF - Next Level Fitness w Staniątkach - siłownia

niedziela, g. 9.00 - Puszcza Niepołomicka, zbiórka i wspólna rozgrzewka na parkingu z akcesoriami gimnastycznymi przy drodze w kierunku Szarowa.


Składka na cele statutowe Stowarzyszenia: 25 zł miesięcznie lub 120 zł za pół roku.

Zajęcia czwartowe dla początkujących - bezpłatne.

Konto (BNP PARIBAS)
45 1600 1462 1894 6214 7000 0001 (dopisek: składka na cele statutowe, imię i nazwisko, za jaki okres)

 
 

Kuřimská hora na przełaj - relacja Pawła

Data publikacji: 2016-01-20 19:00  |  Data aktualizacji: 2016-01-20 19:04:00
Kuřimská hora na przełaj - relacja Pawła

Współpraca partnerska miast to także te mniej oficjalne spotkania: na przykład udział w zawodach biegowych. Dzięki życzliwości przedstawicieli odległych od siebie, ale bliskich sobie miast po obu stronach Olzy grupa 10 biegaczy pojechała do Czech.

W zeszłym roku Urząd Miasta i Gminy Niepołomice nawiązał współpracę z miastem Kuřim [wym. Kurzim] położonym wśród wzniesień Wyżyny Bobrawskiej pod Brnem. W ramach zacieśniania wzajemnych stosunków i nawiązywania nowych kontaktów dostaliśmy zaproszenie do udziału w biegu Kuřimský kros, będącym jednym z dziesięciu zawodów w cyklu „Brněnský běžecký pohár” (czes. „Brneński puchar biegowy”), rozgrywanym corocznie w sezonie jesienno-zimowym w miejscowościach okalających stolicę Moraw.


W kierunku Czech wyruszyliśmy w piątek popołudniu. Było wilgotno, zimno i ślisko – wszakże to początek stycznia. Mimo tego jechało się dość dobrze i szybko, ponieważ do samego Brna przemieszczaliśmy się wyłącznie autostradami. Na miejscu przywitał nas przedstawiciel gospodarzy pan David Holman – niezmiernie miły i sympatyczny zastępca burmistrza, który dopilnował, żeby niczego nam nie zabrakło. Następnego ranka wybieraliśmy się na zawody, więc bez zbędnego przeciągania udaliśmy się na spoczynek.


W sobotę też nie było czasu na ociąganie się. Niedługo po śniadaniu przebraliśmy się w stroje biegowe i wyruszyliśmy do biura zawodów. Pogoda nie nastrajała do wytężonego wysiłku – śnieżna aura, oszronione drzewa, a także temperatura poniżej zera skłaniały nas bardziej do powolnego spaceru, niż do szybkiego i intensywnego biegu. Po „bezbolesnej” rejestracji każdy z nas otrzymał numer i zmierzając w kierunku startu naszym oczom ukazała się góra, na którą mieliśmy wbiec. Ale czy to na pewno ta góra? Przecież na zdjęciach wydawała się mniejsza…


Nie mieliśmy nawet chwili na zastanowienie: najpierw ruszały wszystkie panie na dystansie 4,8 km. Króciutka rozgrzewka, ustawienie się w tłumie biegaczek i strzał startera. Poszły, niczym ptaki podrywające się do lotu. A my zostaliśmy z ich kurtkami w rękach. Musieliśmy odpowiednio wykorzystać czas: wpierw ogrzać się w biurze zawodów, potem zrobić rozgrzewkę połączoną z oczekiwaniem na nasze koleżanki. Już są! Wśród innych uczestniczek biegu wróciły dwie, za chwilę pozostałe trzy. Wszystkie wbiegły na metę w wyśmienitych nastrojach. Szybka wymiana informacji: jest ślisko, od samego początku jest podbieg, więc trzeba nastawić się na duży wysiłek, w jednym z miejsc należy dodatkowo uważać na liście ukryte pod warstwą śniegu. No dobra, teraz my!


Sytuacja się powtarza, ale następuje zamiana ról. Teraz to panowie stoją w tłumie biegaczy, a panie trzymają nasze kurtki. My mamy do przebiegnięcia 8,8 km i będziemy wbiegać dwa razy pod tę górę, bo robimy dwie pętle. No trudno! Ostatnie przygotowania do startu, ktoś robi zdjęcia telefonem komórkowym i nagle pada strzał z pistoletu sportowego. Ruszamy!


Spokojnie, nie biegniemy po raz pierwszy, doświadczenie podpowiada, że nie możemy ruszyć zbyt szybko. Z drugiej strony to niecałe 9 km, więc nie można się też za bardzo oszczędzać. Szybko gubię kolegów, jeden wypruł do przodu, drugi został nieco z tyłu, pozostałych nie widziałem już na starcie. Biegniemy w przepięknym krajobrazie, wokół nas chylą się śnieżnobiałe drzewa, poniżej wznoszącej się ścieżki widać zarysy tonącej we mgle sylwetki miasta. Powietrze jest mroźne i rześkie.


Rzeczywiście, długi podbieg daje się we znaki, chyba muszę zwolnić tempo, żeby równo rozłożyć siły na całą trasę. Droga prowadzi cały czas pod górę, potem przechodzi w szeroką ścieżkę. Kiedy tłum biegaczy się już rozrzedza, ścieżka staje się węższa. Robi mi się gorąco, cały czas biegniemy pod górę (w końcu to Kuřimská hora!), choć ścieżka raz jest bardziej, a raz mniej stroma. W końcu wybiegam na szczyt, uda przestają piec, oddech zaczyna się wyrównywać, a ja biegnę już tylko w dół. Dobiegam do płytkiego wąwozu, na dnie którego zebrała się gruba warstwa liści, o których mówiły dziewczyny. Nogi osuwają się po zboczu, jest ślisko. Dwa razy o mało się nie wywróciłem. Stok staje się łagodniejszy, teraz można zdecydowanie przyspieszyć. Po kilkuset metrach nawierzchnia ścieżki staje się twarda, oblodzona, trzeba znowu bardzo uważać. Dobiegamy do miasta, tutaj nasze koleżanki skręcały w stronę mety. My musimy zrobić jeszcze drugą pętlę. Będzie ciężko!


Druga pętla okazała się już nie taka straszna. Może dlatego, że teraz wiedziałem, gdzie kończy się góra, gdzie są liście, a gdzie jest ślisko. Minęła szybciej, niż się tego spodziewałem. Lecz oddychało mi się trudniej: być może spowodowało to zimne powietrze, które szczypało po gardle i kłuło w płucach. A może byłem już bardziej zmęczony? Przede mną już tylko zbieg po śliskiej, granitowej kostce, ostatni zakręt, stumetrowa prosta i upragniona meta. Nareszcie dobiegłem do końca dystansu! Euforia i radość spowodowana przypływem endorfin. Czekamy na wszystkich, a po chwili razem wracamy do biura zawodów. Wymieniamy spostrzeżenia i w wesołej atmosferze przebieramy się w „cywilne” stroje. Każdy z nas czuje satysfakcję z ukończenia biegu.


Kilka godzin później spacerowaliśmy już po spowitym zmierzchem Brnie zwiedzając najważniejsze, wspaniale oświetlone zabytki tego uroczego miasta i udaliśmy się na zasłużoną wysokokaloryczną kolację. Na niedzielę zaplanowaliśmy powrót do domu.


Na drugi dzień pożegnaliśmy się z naszym przemiłym gospodarzem i w drodze powrotnej zwiedziliśmy jedną z ponad tysiąca jaskiń Morawskiego Krasu, który jest naturalnym bogactwem przyrodniczym tej części kraju. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem – zmęczeni, ale w dobrych nastrojach.


Podsumowując udział w biegu Kuřimský kros, muszę wyraźnie podkreślić, że były to dla mnie jedne z trudniejszych zawodów na dystansie do 10 km. Mimo, że jest to bieg przełajowy, to ma zdecydowanie górski charakter i podobno jest najtrudniejszy z całego cyklu. Dodatkową przeszkodą był śnieg i lód, mroźne powietrze i na większości trasy śliska nawierzchnia. Jednak satysfakcję z ukończenia biegu mam ogromną. Być może dlatego, że jak to mówią nasi południowi sąsiedzi: „Hrozný soupeř, slavnější vítězství.” (przysłowie czeskie), co oznacza „Im straszniejszy przeciwnik, tym sławniejsze zwycięstwo.” W tym przypadku wymagającym przeciwnikiem nie byli jednak inni uczestnicy zawodów, lecz trudny teren, niesprzyjająca pogoda i oblodzona trasa.

Dziękujemy Urzędowi Miasta i Gminy w Niepołomicach za przekazanie zaproszenia do udziału w biegu i pomoc w organizacji wyjazdu.

Paweł Małek
„Niepołomice Biegają”

 
 

Strona została sfinansowana ze środków FIO